Sokół Serock pewnie pokonał Junak Warszawa 4:2 (3:0). "Żółto-niebiescy" kontrolowali całe spotkanie wbijając Junakowi trzy gole już w pierwszej połowie. Gospodarze mogli prowadzić zdecydowanie wyżej lecz jedynie nieporadność ich napastników uchroniła podopiecznych Dawida Skrzypczaka przed jeszcze wiekszą kompromitacją. Co prawda w drugiej połowie Junak potrafił zdobyć dwa gole ale nawet to nie wystarczyło do zdobycia choćby jednego punktu. Goście byli zaledwie tłem dla dobrze dysponowanych tego dnia rywali. Czy ten mecz przekreślił szanse UKSu na awans?

Mecz rozpoczął się zgodnie z przeidywaniami. Obie drużyny głównie skupiły się głównie na walce o piłę w środkowej części boiska (nie ma się co dziwić, gdyż stadion Serocka ma chyba około 30 metrów szerokości!). Po pierwszych dziesięciu minutach w miarę wyrównanej gry swoje zabójcze kontry zaczęli wyprowadzać gospodarze. W ciągu zaledwie dwóch minut zdołali dwukrotnie pokonać "Soczka". Zdenerwowany postawą zespołu trener UKSu postanowił w 24. minucie zdjąć z boiska Konrada Kułakowskiego, dając szanse powracającemu po kontuzji Mateuszowi Kostrzewie. Serock jednak nadal atakował. Bramkarza Junaka po raz trzeci piłkarze Sokoła pokonali w 30 minucie i było już 3:0. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza część spotkania ,w której to Junak oddał zaledwie jeden strzał na bramkę rywali, jego autorem był kapitan zespołu Bartek Kozakiewicz.Warto dodać, że po akcjach Serocka piłka dwa razy lądowała na poprzeczce. Co więcej gdyby nie znakomite interwencje "Soczka" pierwsza połowa mogłaby się zakończyć nawet pięcio-sześcio bramkowym prowadzeniem "niebiesko-żółtych".
Na drugą odsłone spotkania zawodnicy Juanaka wyszli o wiele bardziej zmotywowani. "Soczka" zmienił w bramce Tomasz Grabowski. Już od samego początku UKS atakował z wielkim animuszem lecz brakowało tego ostatniego podania. W 42. minucie spotkania żółta kartką ukarany został najlepszy strzelec Junaka Tomasz Osiński za zbyt głośne pretensje w kierunku sędziego (lepiej nie będę cytował słów wypowiedzianych przez Tomka). Arbiter popełnił jednak ogromny błąd nie dyktując rzutu karnego, który ewidentnie należał się gościom. W 44. minucie boisko opuścił sprowadzony przed sezonem ofensywny pomocnik Andreas Nicolaides, a także środkowy obrońca Łukasz Łozicki. Ich miejsce zajęli Marcin Gajowiak oraz Piotr Murawski. Pierwszego gola UKS zdobył dopiero w 60 minucie a jego autorem był nie kto inny jak Osiński. Odpowiedź gości była jednak natychmiastowa i zrobiło się 4:1. Junaka stać było na zaledwie jedną bramkę, która zdobył Tomasz Bieniek na raty wykonując rzut karny. Do końca meczu wynik nie uległ zmianie.
"Dno dna, tak można określić wasza postawę w dzisiejszym meczu. nie zagraliście kompletnie nic. Zero walki, zero zaangażowania." - to słowa wypowiedziane po meczu przez Dawida Skrzypczaka, opiekuna Junaka. Dla UKSu dzisiejsza porażka oznacza spadek na czwarta pozycję w tabeli i ośmiopunktową stratę do lidera - Victorii. To już druga z rzędu porażka Junaka Warszawa. Po fatalnym spotkaniu w Serocku marzenia o awansie staja się coraz odleglejsze.